Ocalić od zapomnienia

CZESŁAWA KLUSEK

 

Urodziła się 23 marca 1951 roku. Mieszkanka miejscowości Olszanka gm. Łopiennik Górny. Jej zainteresowania robótkami ręcznymi zaczęły się już od najmłodszych lat w szkole podstawowej. Wykonuje swoje prace głównie w stylu krzyżykowym  i richelieu. Od 2003 roku należy do Stowarzyszenia Twórców Ludowych w Krasnostawskim Domu Kultury. Prace pani Czesławy były wystawiane w Lublinie, na Chmielakach Krasnostawskich, na Dożynkach Gminnych oraz Powiatowych  w Łopienniku Górnym. Posiada okazałą kolekcję prac, a mimo to każde nowe dzieło jest kolejnym wyzwaniem. Pani Czesława swoje prace wykonuje głównie w okresie zimowym, podczas którego potrafi wykonać ok. 400 sztuk swoich dzieł.

Osiągnięcia, nagrody, sukcesy:

– dyplom uznania przyznany w 2012 r.  przez Marszałka Województwa Lubelskiego „za pełną pasji i zaangażowania działalność społeczną oraz pracę na rzecz upowszechniania tradycji ludowych i rękodzieła artystycznego wśród dzieci i młodzieży”

DSC_7354 DSC_7350 DSC_7349 image155 Kosze wykonane przez Pana Andrzeja Kluska DSC_7348 DSC_7352 DSC_7347 DSC_7346 DSC_7351 DSC_7345 DSC_7344 DSC_7343 DSC_7342 DSC_7341 DSC_7340 DSC_7339 DSC_7338 DSC_7337 DSC_7336 DSC_7335 DSC_7334 DSC_7333 DSC_7332 DSC_7331 DSC_7330 DSC_7329 DSC_7328 DSC_7327 DSC_1728 DSC_7326 DSC_7325 DSC_7324 DSC_7323 DSC_7322 DSC_7321 DSC_7320 DSC_7319 DSC_7318 DSC_7317 DSC_7316 DSC_7315 DSC_7314 DSC_7313 DSC_7312 DSC_7311 DSC_7310 DSC_7309 DSC_7308 DSC_7307 DSC_7306 DSC_7305 DSC_7304 DSC_7303 DSC_0644


 

WŁADYSŁAWA PUKAS

 

Urodziła się  11 kwietnia 1918 roku w Borowicy, gdzie również mieszkała. Jej pasją było hafciarstwo, którym zajmowała się od dzieciństwa. Prowadziła kursy haftu dla młodzieży, których celem była chęć przekazania młodemu pokoleniu wiedzy o hafcie ludowym.

Pani Władysława zajmowała się również malarstwem. Posługiwała się techniką malarstwa akwarelowego i temperowego. Często powtarzającym się motywem jej prac były pejzaże wiejskie, kwiaty, ptaki oraz sceny z życia wsi. Przynależała także do Koła Gospodyń Wiejskich. Pani Władysława Pukas  swoje prace prezentowała m.in. na dożynkach w Rejowcu, Siedliszczach, Krasnymstawie, Łopienniku Górnym, Chełmie.

W wolnych chwilach Pani Władysława zajmowała się także poezją o różnorodnej tematyce.

Władysława Pukas 2        Władysława Pukas 1        DSC_0320 DSC_0316 DSC_0322        DSC_0310        DSC_0307        DSC_0306        DSC_0304

Zima

Smutna zima zawitała

Stoją nagie drzewa

Odpoczywa ziemia cała

Ptaszek już nie śpiewa

Pola łąki i ogrody

Biały śnieg pokrywa

Lodem ścięte bystre wody

Ziemia jak nieżywa

Dzionek krótki prędko mija

Wicher w polu dmucha

Ogień trzaska na kominie

Noc długa i głucha

Lecz niedługo prysno lody

Minie zima sroga

I zakwitną znów ogrody

Wróci wiosna droga.

 

Żuki

Lecą żuki lecą dwa

Na skrzypeczkach jeden gra

Drugi przyśpiewuje

A znad łąki ważka leci

Zostawiła małe dzieci

Ślimak ich pilnuje

Całą nockę tańcowali

Na skrzypeczkach przygrywali

Rankiem poszli spać

Jak nadejdzie czas wieczora

Zaczną żuki tak jak wczoraj

Znów do tańca śpiewać, grać.

 

Wisła

Wisło moja wisło stara

Skąd tak smutno płyniesz

Skąd tej wody nazbierałaś

Znów mi w morzu zginiesz

Nazbierałam wody sinej

Tam w karpackich górach

I na Śląsku ukochanym

I w krakusach murach

Krakowianka łzą zalana

Podała mi wianki

I ten strumień łez męczeńskich

Lały Warszawianki

I tak płynie dniem i nocą

Wkoło mi tak smutno

Dawniej chociaż śpiewy brzmiały

A dziś tak okrutno.

Wróble

Biły się raz na ulicy dwa młode wróbelki

Szło im o ziarnko pszenicy skarb wcale nie wielki

Ten chce sobie, a ten sobie, a oba uparte

Nie dam tobie, nie dam tobie czubią się zażarte

Przybiegł kogut na te krzyki pyta o co chodzi

O zuchwalcy o złośniki czy to bić się godzi

I w około z gniewem dziobie zgorszony tą sprzeczką

Obu wróblom dał po dziubie

A sam zjadł ziarneczko

Stąd wypływa jak najjaśniej prawda oczywista

Że tam gdzie się dwóch powaśni

Ktoś trzeci skorzysta.

 

 

 


STANISŁAW SAWA

 

Mieszkaniec wsi Łopiennik Górny. Żył w latach 1920-2015. Jego przygoda  z rzeźbą zaczęła się już w czasach podstawówki. Potrafił stworzyć z kawałka drewna różnego rodzaju rzeczy przydatne w gospodarstwie domowym, zabawki, wyplatał kosze wiklinowe, pajacyki, łyżki, widelce, radełka do ciasta. Pan Stanisław współpracował z Gminnym Ośrodkiem Kultury w Łopienniku Górnym. Udostępniał swoje prace, które były prezentowane podczas różnego rodzaju imprez: dożynek, jarmarków, festynów. Dzięki naszemu twórcy mogliśmy przybliżyć młodemu pokoleniu jakimi rzeczami posługiwali się nasi dziadkowie. Pan Stanisław był osobą z wielkim zamiłowaniem do tradycji, o wielkiej pasji jaką są wyroby z drewna.

Osiągnięcia, nagrody, sukcesy:
– dyplom uznania przyznany w 2012 r.  przez Marszałka Województwa Lubelskiego „za pełną pasji i zaangażowania działalność społeczną oraz pracę na rzecz upowszechniania tradycji ludowych i rękodzieła artystycznego wśród dzieci i młodzieży”.

 

1 DSC_4068 DSC_0736 DSC_6658 DSC_6652 DSC_6650 DSC_6648 DSC_3453 DSC_3452 DSC_3450 DSC_3449 DSC_3446 DSC_3444 DSC_3441 DSC_0737 DSC_0733 DSC_0732 DSC_0728 DSC_0726

 

 

 


JAN ZIEŃKOWSKI

 

Urodzony 18 maja 1943 roku w Łopienniku Dolnym. Mieszkaniec wsi Łopiennik Podleśny, poeta ludowy. Od 1992 roku jest członkiem Stowarzyszenia Twórców Ludowych Krasnostawskiego Domu Kultury.

Od ósmego roku życia zajmował się pracą w gospodarstwie rolnym. Swoją – jak to nazwał – przygodę z poezją zaczął w 1963 roku. Napisał wtedy swój pierwszy wiersz – spodobało mu się – i tak zaczęły powstawać następne dzieła.  Jest autorem niezliczonej ilości utworów o różnorodnej tematyce, które dotychczas jeszcze nie zostały zebrane i opublikowane w jednym tomiku co jest cichym marzeniem Pana Zieńkowskiego.

Swoje wiersze wysłał do publikacji m.in. do pism: Nowa Wieś, Zarzewie, Rolnik Polski, Gromada. Napisał i pisze nadal dużo wierszy okolicznościowych, które prezentowane są z okazji święta plonów, dnia kobiet i innych uroczystości.

Wybrane utwory zostały opublikowane w Antologii autorskiej poezji ludowej województwa chełmskiego „Gdy z mgieł rannych wychyliła się ziemia” wydanej przez KDK i MBP w Krasnymstawie. Jest uczestnikiem konkursów Poetyckich im. Sabiny Derkaczewskiej.

Uczestniczył w spotkaniach Klubu Twórców Robotniczych w Zakładowym Domu Kultury Kombinatu Cementowego Chełm w 1983 roku, Przeglądzie Kultury Ludowej „Podsumowanie Turnieju Jednego Wiersza” WDK Chełm w 1984 roku, Dniu Działacza Kultury KDK Krasnystaw w 1989 roku, Sesji popularno-naukowej „Kamena i jej twórcy” WDK Chełm w 1983 roku.

Osiągnięcia, nagrody, sukcesy:

  • Kilka wyróżnień za całokształt osiągnięć pracy twórczej i popularyzację twórczości ludowej KDK
  • Dyplom za całokształt osiągnięć pracy twórczej, kultywowanie i popularyzację twórczości ludowej z okazji XXX-lecia Klubu Twórców Ludowych w Krasnymstawie
  • Dyplom Uznania od Wojewody Lubelskiego pana Krzysztofa Michalskiego
  • Dyplom od Wiceministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
  • wyróżnienie w konkursie KULTURA 2013 pod patronatem Marszałka Województwa Lubelskiego
  • nagroda w I Przeglądzie Dorobku Kulturalnego Miast i Gmin woj. Chełmskiego

Pan Jan Zieńkowski został odznaczony trzema krzyżami zasługi: brązowym, srebrnym i złotym. Jest zasłużonym honorowym dawcą krwi oraz członkiem Ochotniczej Straży Pożarnej.

Pan Jan bierze czynny udział w najważniejszych uroczystościach gminnych i religijnych. Współpracuje z Gminnym Ośrodkiem Kultury w Łopienniku Górnym oraz Biblioteką Publiczną Gminy, wspiera i kultywuje tradycje i zwyczaje ludowe.

To między innymi dzięki takim osobom jak Pan Jan Zieńkowski autorska literatura ludowa nie zanika.

TWÓRCZOŚĆ Pana Jana Zieńkowskiego

 

„Szkolenie rolnicze”

Do nauki zachęcają rolnika

żeby w swej pracy nie strzelił byka.

Gdy go raz tylko strzeli to się ludzie będą śmieli.

Powiedzą co to za rolnik z niego wzorowy,

że nie umie wydoić krowy.

„Niedzielna rozrywka”

Trudno sobie nie zdawać sprawy

Jakie się u nas robi zabawy.

Dobrze się tańczy, wódka się leje.

A w poniedziałek są już inne wspomnienia,

Jeden do szpitala a drugi do więzienia.

„Domowa pomoc”

Nasze żony mają lżejszą pracę

bo mają w domu lodówki i odkurzacze.

Raz męża odkurzyła sprzątając schody

gdy on właśnie wracał z gospody.

24 270 P8210226 P8200065 P1010617 P1010026 jan zienkowski 1 DSC_6735 DSC_6682 DSC_5458 DSC_2666 DSC_0713 DSC_0680 DSC_0155 Biskup.2 272 20170415_165947 DSC_0154 DSC_0153 DSC_0152

 

 


JULIAN PUKAS

 

Twórca ludowy, animator. Urodził się 16.03.1930 roku w Borowicy. Ojciec Paweł, matka Maria z domu Rudnik. Mając 8 lat zaczął uczęszczać do szkoły w Borowicy, gdzie ukończył 3 klasy. Dalsza edukacja w szkole Pana Juliana odbywała się w Łopienniku Dolnym. Późniejsze losy jak sam o sobie pisze twórca „nie były zbyt ciekawe”. Przez kilka lat chorował, kiedy zdrowie już na to pozwoliło zaczął uczyć się krawiectwa.

W 1950 roku zawarł związek małżeński z Krystyną Skrajnowską, na świat przyszły trzy córki: Teresa, Maria i Barbara.

Krawiectwo nie było fachem zbyt opłacalnym dlatego od 1953 roku Pan Julian zaczął prowadzić gospodarstwo rolne o powierzchni 6 hektarów.

W 1955 roku założył wraz z 13 innymi rolnikami Kółko Rolnicze, którego został prezesem. W 1957 roku została założona Straż Ogniowa, której Pan Julian Pukas również został prezesem.

W 1960 roku z inicjatywy Pana Juliana powstał zespół śpiewaczy „Podlasie”  liczący 22 osoby, który aktywnie działał do 2004 roku. W późniejszym czasie mimo podeszłego wieku członków zespołu, bierze udział w najważniejszych uroczystościach religijnych i gminnych. W 2004 roku zespół liczył 13 osób. Zespół kultywował tradycje, zwyczaje i obrzędy ludowe. Pan Julian był autorem tekstów piosenek i przyśpiewek znajdujących się w repertuarze zespołu.

Pan Julian Pukas swoje wiersze pisał od 1960 roku. – „To co napisałem w tym czasie, spaliłem, ponieważ zagrożono mi i kazano zniszczyć”. Ponownie zaczął pisać w latach 90-tych. Pisał wiersze o różnej tematyce: religijnej, patriotycznej, refleksyjnej. Jest autorem kilkudziesięciu wierszy, które nie były nigdzie publikowane.

Julian Pukas (5) Julian Pukas (4) J. Pukas (1) Julian Pukas (2) Julian Pukas (3) Julian Pukas (8) Julian Pukas (7) Julian Pukas (6)

Polska wieś

 

Wieś polska to jak płonące drzewa

gdzie wiatr beztrosko gnie konary

młodzież porzuca dom, ojczyznę

zostaje na wsi człowiek stary

Złączony z ziemią swą ojczystą

jak pień co czasy przypomina

zorane pługiem nierówności

ale nikt o tym nie wspomina

A pozostają w tej wolności może

co kusi ich kariera

co nam tam sprawy, ojczyźniane, krzyczą

głośno,

wolność nam wrota w świat otwiera

I stygnie życie w tej Ojczyźnie

bo z wody para się zrobiła

wszyscy co ojczyźniani sztandar dzierżą

para rozum pokręciła.

I czeka sztandar ojczyźniany

na ludzi mądrych i pełnych siły

by go z tej hańby ocaliły.

I orzeł patrzy zasępiony na pola, lasy

i na sioła i na anarchię wypaczoną

co w bycie wzrasta dookoła.

I ziemia płaczem przypomina jak kiedyś

chlebem kwitła cała

a dziś choć wolność dookoła

o wsi ojczyzna zapomniała.

I schną korzenie porąbane

przez ustrój dumy i głupoty

możni się bawią w wielkich sędziów

a szara masa hen gdzieś do obcych,

do roboty.

                                                        10.04.2005 r.

 

Ostatnia droga Jana Pawła

 

Miliony świateł rozświetla mroki

te mroki czasu, mroki przestrzeni

Tyś lud prowadził do tej jasności

z wiarą, że świat na lepsze

kiedyś się zmieni.

Szedłeś z miłością do wszystkich ludów

niosąc im miłość i pojednanie

i głosząc słowa Boga Jedynego,

że kto uwierzy to choćby umarł

kiedyś powstanie.

Nikt jeszcze od wielu wieków

nie zjednał z Bogiem tak wielkiej rzeszy

wśród wiernych i niewierzących

z przybycia Twego każdy się ucieszył.

Ty dziś w ostatniej drodze do nieba

o Janie Pawle nie idziesz w mroku

miliony świateł i próśb do Boga

by Cię posadził u swego boku

byś już tam z Bożych okien

na ziemię dla wszystkich ludów

zsyłał miłość i pocieszenie.

                                         08.04.2005 r.

 

 

Wschodzące słońce

 

Ty wschodzisz w ten letni poranek

roziskrzony rosą i błękitem

noc odchodzi jakby zawstydzona

i odpływa wraz ze srebrnym księżycem.

Ty rozświetlasz mroki zagubione

w tych jaśminach, kwiatach i dolinach,

my szczęśliwi, kto cię witać może

i  radośni kiedy jesteś u nas.

Choćby noce najpiękniejsze były

i pachniały jaśminem i bzami

my szczęśliwi czekamy z radością

na twój płomyk pomiędzy chmurami

Czas wyrywa kartki z kalendarza

i  rozrzuca po calutkim świecie

my odejdziemy bo czas nas wypędzi

ty królować będziesz na tym świecie

i ogrzewać będziesz tych co tu zostali

i od wieków śpią w twoich promieniach

co patrzyły na cud twego wschodu

i żegnały jak w czerwień się zmieniasz

                                                          13.03.2004 r.

 Matka ziemia 

 

Wykołysałaś mnie ziemio

wykarmiłaś chlebem

tu wśród zagonów i wśród kwiatów

pod tym polskim niebem.

Wzrastałem w tych kłosach

co pachniały chlebem

choć nie zawsze syty

i w deszczu i słońcu wiatrami okryty.

Nuciłaś mi pieśni wiatrem kołysane

te nasze ojczyste

przez nasz lud śpiewane.

Jakże można patrzeć

byś niepłodną była

przecież tyś nas wszystkich

od wieków karmiła.

A dziś porastasz dzikimi chwastami

O Królowo Nieba i Ojcze Nasz Panie

daj tym panom rozum

którzy rządzą krajem

a tym cierpiącym i tym bezrobotnym

siłę na przetrwanie.

                                                18.02.2004 r.

8 MARCA

 

Niech dzień ósmy marca skowroneczkiem zaświeci,

dla was miłe Panie dla mężów i dzieci.

By w waszych domowych ogniskach zacisza,

panowała miłość i tej zgody cisza.

Aby już ojcowie mężowie i bracia

stali się w rodzinie symbolem miłości,

a te wszystkie troski kłopoty i kłótnie,

by gdzieś już odeszły w głębinę przeszłości.

Dla was niech zakwitnie ta miłość i zgoda,

mąż niech z miłością żonie rękę poda

i niech ucałuje w usta, oczy, skronie

i niech w waszych sercach wieczna miłość płonie.

Mąż niech odrzuci miłość do kieliszka,

Żona niech mu będzie i wierna i bliska.

 


 

HISTORIA MŁYNA WIATROWEGO

 

Prezentujemy Państwu historię powstania gadżetu promocyjnego imitującego wiatrak wykonanego przez pracowników GOK. Na podstawie zeznań świadków przedstawiamy historię młyna wiatrowego, który znajdował się na terenie Gminy Łopiennik Górny i służył mieszkańcom.

Młyn wiatrowy został pobudowany przed 1939 rokiem przez Wawrzyńca Olszówkę i jego szwagra Władysława Psujka  na działce nr 73/5 w miejscowości  Łopiennik Dolny – Kolonia, który w czasach, gdy nie było elektryczności służył do robienia mąki i osypki na potrzeby mieszkańców.  W czasie II wojny światowej mieszkańcy nocą, wbrew zakazom korzystali z młyna przerabiając zboże na mąkę. Młyn został zniszczony podczas burzy, która była  8 maja 1962 roku.

Właściciel młyna był osobą przedsiębiorczą, zajmował się handlem końmi, był właścicielem sklepu, posiadał duże jak na owe czasy 12 hektarowe gospodarstwo rolne. Wawrzyniec Olszówka wraz z żoną Aleksandrą z domu Psujek wychowywali siedmioro dzieci: Jana, Edwarda, Eugeniusza, Janinę, Stanisława, Marię i Zofię.

Pan Olszówka urodził się w 1899 roku, zmarł w 1989 w wieku 90 lat. Władysław Psujek urodził się w 1896 roku, zmarł w 1982 w wieku 86 lat.

Wawrzyniec Olszówka 1-1    skanowanie0006-1    skanowanie0008-1    młyn wiatrowy  DSC_0245

 


 

CZESŁAWA KUŁAGOWSKA

 

Urodziła się w 1927 roku w Dobryniowie. Pracowała we własnym gospodarstwie. Od dzieciństwa interesowała się haftem, malarstwem oraz śpiewem. Pasją jej życia było śpiewanie piosenek, przyśpiewek ludowych oraz pieśni kościelnych, pastorałek i kolęd. Współpracowała z Gminnym Ośrodkiem Kultury w Łopienniku Górnym. Była członkiem klubu twórców ludowych przy KDK. Otrzymała za swą pracę wiele nagród i wyróżnień. Pracowała z zespołem „Sami Swoi”, z którym uczestniczyła w wielu widowiskach obrzędowych z okazji dożynek i świąt ludowych. Uczestniczyła z zespołem „Sami Swoi” na festiwalu Śpiewaków  Ludowych w Kazimierzu Dolnym. Ponadto z dużym zamiłowaniem wykonywała haft krzyżykowy i płaski oraz malarstwo na szkle, których tematem były głównie kwiaty. Prace jej były prezentowane na wielu wystawach, przeglądach i konkursach w Lublinie, Krakowie, Krasnymstawie, Chełmie. Część prac znalazła nabywców w kraju i za granicą.

OBRAZ_205  OBRAZ_203  DSC_6843 12-1  11-1  10-1  9-1  8-1  7-1  6-1  5-1  4-1  3-1  2-1  1-1

 

Wspomnienia córki Marii…

 

 

Życie Twoje MAMO było znojną walką

O nas o Boga

Zgasłaś cicho jak iskra na wietrze w obłokach

Skąd Twój śpiew

Jak dawniej słyszę

Ave! Ave! Ave Maryja…

Na mapie Polski jest małe, prawie niewidoczne kółeczko – to urocza wieś nad Wieprzem – Dobryniów. Zróżnicowana wysokość terenu, wijąca się rzeka, jej przełom – to wszystko sprawia, że widoki są tu malownicze, wręcz niepowtarzalne. Żyją tu ludzie uczciwi, życzliwi, niezwykle pracowici, chętni do pomocy.

W takiej właśnie miejscowości przyszła na świat 3 III 1927 roku Czesława Kułagowska – córka Józefy i Piotra Cieślaka – żołnierza Błękitnej Armii gen. Hallerra, który jako kowal, zapewniał rodzinie w miarę dostanie życie.

Mała Czesia obdarowana pięknym głosem, lubiła śpiewać i już w dzieciństwie zdradzała zdolności do ręcznych robótek. Wszelkie oszczędności przeznaczała na zakup nici, a pierwsze „lekcje” wyszywania i robót na drutach dawała jej babcia Józefa. Dalsze umiejętności wykonywania haftu nabywała poprzez kontakty z pasjonatami takimi jak ona, a także czytając fachowe czasopisma.

Przyszedł rok 1939 – wybucha II wojna światowa. To wydarzenie wywołało u tutejszych ludzi niepokój i napięcie, do tego stopnia, że nie byli w stanie prawidłowo wykonywać swoich codziennych obowiązków. Chłopi spotykali się w grupach i żywo komentowali wszystkie komunikaty radiowe, jakie do nich docierały.

Ciemna noc okupacji, która zawisła nad Polską trwała 6 lat. Kraj w stanie wojny, choroba dziadka Piotra (zmarł w 1942 r.) to nieszczęścia, które spadły na rodzinę wówczas 12-letniej Czesławy i jej siostry Krystyny. Moja babcia i jej córki rozpoczęły rozpaczliwą walkę o chleb powszednia I gdy jeszcze pod Kockiem słychać było strzały żołnierzy armii wrześniowej, to na Ziemi Krasnostawskiej powstawały już pierwsze komórki ruchu oporu. Tak działo się również w gm. Łopiennik Górny. Z opowieści babci Józefy i mojej Mamy wynikało, że zebrania działaczy konspiracyjnych miały miejsce w Dobryniowie a jako ciekawostkę dodam, że uczestnikiem tych zebrań był Bolesław Pylak pracownik gminy, późniejszy arcybiskup, metropolita Archidiecezji Lubelskiej. „Przenosiłam jakieś listy czy meldunki do oddalonej o 10 km placówki”  – wspominała Mama. Nie zdawała sobie nawet sprawy, jak ważne powierzono jej zadanie.

W 1944 roku została żoną Bolesława Kułagowskiego, żołnierza kampanii wrześniowej, radiotelegrafisty 27 dywizjonu armii Pomorze.

Powojenna rzeczywistość nie była łatwa, ale trzeba było żyć, pracować, wychowywać dzieci, w przypadku rodziców trojga: mnie i mojego młodszego rodzeństwa Krzysztofa i Elżbiety. Ojciec w kuźni, Mama w polu i zagrodzie pracowali ciężko, starając się ze wszystkich sił zapewnić nam godziwe warunki do życia i nauki. Pomimo tego podczas długich jesiennych i zimowych wieczorów oddawali się swoim pasjom, malowaniu koni i haftowaniu. Spod „złotych rąk” Mamy wychodziły serwety i serwetki, lauferki, bieżniki, obrusy, a wszystko to w różnorodnych kształtach i kolorach – prawdziwe cudeńka. Wzory tych wyszywanych wspaniałości powstawały zazwyczaj w Jej wyobraźni, jedynie czasami korzystała z gotowych. Mama kochała kwiaty. Pieszczotliwie je nazywała brateczki/dzbanuszki itp. i to one były głównym tematem Jej prac, chociaż zdarzały się i owoce jak winogrona, czy truskawki.

8 września 1962 roku spokojne dotąd życie mieszkańców Dobryniowa zakłócił wybuch pożaru, który strawił 13 gospodarstw w tym nasze. Spłonął także cały nasz dom i wszystko co w nim było. Zbliżała się zima, ale na szczęście dobrzy ludzie przygarnęli nas do siebie. Jednakże dorobek życia moich rodziców poszedł z dymem – trzeba było zaczynać od nowa. Ich ciężka praca i wiele wyrzeczeń sprawiło, że w niedługim czasie zamieszkaliśmy ponownie w swoim domu.

Pomimo tych wszystkich przeżyć w Mamie pozostała ta szlachetna twórcza nuta. W nowym miejscu oprócz hafciarstwa odnalazła się w innych pasjach i tak powstawały obrazy na szkle, drewnie, aplikacje z tkaniny. Podstawową ich tematyką były oczywiście kompozycje kwiatowe, ale wszystko co tworzyła było dla nas niezwykłe i osobliwe. W końcu ujrzały także światło dzienne, gdy w 1976 roku Mama została członkiem Klubu Twórców Ludowych przy Krasnostawskim Domu Kultury – była z tego faktu bardzo dumna. Spotkania z innymi artystami dawały Jej wiele satysfakcji i były okazją do wymiany doświadczeń oraz rozmów na temat problemów związanych z pracą twórczą. Miała też okazję zapoznać się dorobkiem poetów ludowych, a wysłuchiwanie ich wierszy było dla Niej prawdziwą ucztą duchową, gdyż bardzo je lubiła.

Niejednokrotnie prace mojej Mamy były prezentowane na Przeglądach  Twórczości Ludowej. Nie kryła wzruszenia, gdy zostały zauważone i wysoko ocenione. Przykładowo w 1986 roku w Lublinie na Konkursie Międzywojewódzkim otrzymała pierwszą nagrodę. Na przeglądach w Krakowie Jej haftowana serwetka zajęła II miejsce (w 1987 r.), a w 1992 roku otrzymała I miejsce w Przeglądzie Twórczości Ludowej Województwa Chełmskiego. Zawsze trudno Jej było uwierzyć w te sukcesy. Wiele swoich prac oddawała na aukcje, z których dochód przekazywany był na cele społeczne.

Swoją wrażliwością artystyczną dzieliła się także z innymi, głównie dziećmi i młodzieżą szkolną. Zapraszana do szkoły na lekcje zajęć praktycznych starała się zaszczepić w młodych pokoleniach swoją miłość do: haftu, malarstwa oraz pozostałych swych pasji. Przed Bożym Narodzeniem uczyła kolęd  i pastorałek a w okresie Świąt Wielkanocnych opowiadała także o tradycjach i zwyczajach. Te szkolne spotkania dawały jej wiele radości.

Miłą niespodziankę sprawiła Jej również pani redaktor I programu Polskiego Radia z audycji „Pod Kogutkiem”, kiedy przyjechała osobiście do Dobryniowa i przeprowadziła z Mamą wywiad (w tak niewielkiej miejscowości było to niesamowite wydarzenie, które rozbudziło zainteresowanie mieszkańców, były słowa uznania i gratulacje).

Tak jak już wcześniej wspominałam Mama lubiła śpiewać. Umiała to robić niezwykle naturalnie i gdy w 1976 roku powstał zespół śpiewaczy „Sami Swoi” szybko stała się jego częścią, a w końcu również i liderem. Razem brali udział w wielu przeglądach pieśni ludowych na szczeblu gminnym, powiatowymi i wojewódzkim. Toteż bliskim Mamy sercu był dyplom za zajęcie I miejsca  w kategorii solistów, który otrzymała 19 kwietnia 1986 roku w Krasnymstawie.

Liczne występy zespołu nie ograniczały się jedynie do wykonywania pieśni i piosenek ludowych na różnego rodzaju imprezach. Prezentowano również widowiska obrzędowe, których scenariusze często pisała Mama.

Przedstawienia „Od cepów do kombajnów”, czy „Nowoczesność w gospodarstwie domowym” były przyjmowane bardzo ciepło. To wszystko działo się przy ścisłej współpracy z Gminnym Ośrodkiem Kultury w Łopienniku Górnym, a człowiekiem, który docenił Mamę jako niezwykle zaangażowaną działaczkę na rzecz kultury, był dyrektor tejże placówki pan Dariusz Zawada. To z jego inicjatywy w 2012 roku otrzymała od Marszałka Województwa Lubelskiego nagrody w postaci grawertonu, a rok później została uhonorowana Odznaką Zasłużoną dla Kultury Polskiej, przyznaną przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdana Zdrojewskiego na corocznym święcie ludzi kultury w Żółkiewce. Ten rok zakończył aktywną działalność Mamy w Klubie Twórców Ludowych.

Należałoby także wspomnieć o innej działalności mojej Mamy. Otóż przez wiele lat działa na rzecz wspólnoty wierzących w Dobryniowie.

Miała pełne ręce roboty kiedy 27 września 1981 roku o godzinie 15:00 w budynku starej szkoły ksiądz Adolf Bała odprawiał pierwszą Mszę Świętą dla okolicznych mieszkańców. Najbliższa świątynia parafialna oddalona była bowiem o ponad 10 km od miejscowości i dlatego starano się o pozwolenie na budowę kościoła.

Ofiarność, ogromny wkład pracy oraz solidarność naszych ludzi sprawiła, że w przeciągu zaledwie 2 lat wybudowano kaplicę, a ich postawę stawiano za wzór. „To najlepsza cząstka parafii” – mówił później proboszcz Adolf Bała.

Po oddaniu budynku do użytku zaczęły systematycznie odbywać się w nim nabożeństwa, należało zatem przygotować szaty liturgiczne (pranie, prasowanie) i zadbać o porządek w kościele. Ponieważ nasz dom stał najbliżej świątyni/ Mam czuła wewnętrzną konieczność podjęcia się tych obowiązków. Rozwinęło się to wkrótce do tego stopnia, że wykorzystywała swoje zdolności haftowania do tworzenia chorągwi obrusów i innych potrzebnych w kaplicy przedmiotów oraz przystrajania ołtarza na niedzielne msze święte kwiatami ze swojego ogrodu. W dodatku prowadziła kościelny chór i starała się, aby pieśni były urozmaicone. W jej głowie rodziły się także pomysły na okolicznościowe dekoracje: szopki na Boże Narodzenie, grób Pana Jezusa na Wielkanoc, ołtarze na Boże ciało oraz inne. Co roku inne, każde kolejne coraz ciekawsze i pomysłowe. Całe jej zaangażowanie wypływało z potrzeby jej serca, dlatego nie zniechęcała jej krytyka i nie oczekiwała pochwał.

Do końca swoich dni służyła Bogu i ludziom.

 

    A dzisiaj?

Dzisiaj otwieram Twój modlitewnik

I czołem rozpalonym uderzam

O mur głębokiej ciszy

Błądzę na dryfującej samotnej łodzi

I wołam: MAMO!